Homebound
Filmy Bollywood

Homebound (2025) – droga nie zawsze prowadzi do domu

Na Homebound czekałam naprawdę długo. Każdy, kto obserwuje mnie na Instagramie, doskonale wie, jak bardzo liczyłam na ten seans i jak mocno żałowałam, że nie udało mi się obejrzeć filmu w kinie. Gdy tylko pojawiła się informacja, że trafi na Netflixa, zaczęłam odliczać dni — choć los i tak postanowił trochę mi to utrudnić. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze festiwalowy kontekst, Cannes, świetny plakat i obsada, która od początku działała na moją wyobraźnię. Starałam się jednak nie pompować oczekiwań do granic możliwości, bo znam siebie i wiem, jak łatwo wtedy o rozczarowanie. Mimo wszystko… liczyłam na coś więcej niż tylko „poprawny film”.


Homebound (2025) - IMDb
Kliknij plakat po więcej informacji o filmie

Fabuła Homebound

Homebound opowiada historię dwóch młodych mężczyzn z klasy robotniczej, którzy próbują ułożyć sobie życie w Indiach na chwilę przed i w trakcie pandemii COVID-19. Codzienność bohaterów opiera się na pracy, marzeniach o lepszym jutrze i planach, które z czasem zaczynają się kruszyć pod wpływem wydarzeń, na które nie mają żadnego wpływu.

Początek bez punktu zaczepienia

Już od pierwszych minut miałam poczucie lekkiego zagubienia. Homebound zaczyna się tak, jakbyśmy weszli do sali kinowej kilka scen za późno — bez wyraźnego wprowadzenia, bez spokojnego osadzenia bohaterów w ich świecie. Przez moment trudno było mi złapać, kim dokładnie są, w jakim punkcie życia się znajdują i dokąd ta historia właściwie zmierza.

Dodatkowo już na wczesnym etapie seansu miałam też poczucie pewnej fabularnej znajomości. Motyw bohatera pochodzącego z małej miejscowości, próbującego wyrwać się z narzuconych ograniczeń i marzącego o pracy w policji, od razu przywołał mi na myśl 12th Fail. Tam również śledziliśmy drogę pełną egzaminów, porażek i ciągłego zderzania się z systemem, który nie sprzyja takim ambicjom.

Oczywiście Homebound idzie w inną stronę i z czasem wyraźnie się od tego punktu odbija, ale to początkowe wrażenie déjà vu było dla mnie dość silne i przez chwilę utrudniało pełne zanurzenie się w historii.

W zderzeniu z rzeczywistością

homebound

Z czasem Homebound zaczyna pokazywać swoje mocniejsze strony. Znajdziemy tu fragmenty naprawdę angażujące, w których relacje między bohaterami wybrzmiewają szczerze i bez nadmiernego dramatyzowania. Problem w tym, że ten rytm nie jest utrzymany konsekwentnie — film faluje, zwalnia i momentami traci impet, zanim znów uda mu się przyciągnąć uwagę.

Przełomem okazuje się dopiero wątek pandemii COVID-19 i jej wpływu na klasę robotniczą w Indiach. To właśnie wtedy film przestaje być „bezpieczny” i nagle uderza z pełną siłą. Pandemia nie jest tu jedynie tłem, ale realnym czynnikiem burzącym codzienność bohaterów i obnażającym kruchość ich planów. Ten nagły zwrot działa jak policzek — brutalny, ale potrzebny — i sprawia, że Homebound wreszcie zaczyna mówić coś naprawdę istotnego.

Aktorzy, którzy niosą ten film

Największą siłą Homebound pozostaje aktorstwo. Ishaan Khatter po raz kolejny udowadnia, że doskonale odnajduje się w kinie niekomercyjnym. Jego gra jest naturalna, pełna niuansów i wewnętrznego napięcia. To rola, która nie krzyczy, ale zostaje w głowie.

Partnerujący mu Vishal Jethwa również wypada bardzo dobrze. Co zabawne, przez cały seans nie mogłam pozbyć się skojarzenia, że wizualnie przypomina mi Asę Butterfielda i to skojarzenie wracało do mnie regularnie. Poza tym to solidna, realistyczna kreacja, która dobrze uzupełnia emocjonalny ciężar filmu i sprawia, że relacja między bohaterami wydaje się wiarygodna.

Janhvi Kapoor pojawia się w filmie w niewielkiej roli, co zresztą było do przewidzenia. Mimo ograniczonego czasu ekranowego wypada poprawnie i cieszy mnie sam fakt, że zdecydowała się na udział w takiej produkcji. Nie jest to jej film, ale dobrze wpisuje się w całość.

Podsumowanie

Czy Homebound dał mi to, na co tak bardzo czekałam? Nie do końca. Liczyłam na film, po którym pomyślę: „dlaczego nie obejrzałam go wcześniej?”. Tego uczucia zabrakło. Ostatecznie jednak doceniam go bardziej, niż początkowo sądziłam — zwłaszcza w zestawieniu z innymi niekomercyjnymi tytułami, jak Wszystkie odcienie światła, który pozostawił mnie znacznie obojętną. Homebound wciągnął mnie mocniej i był dla mnie czytelniejszy emocjonalnie.

To dobry film z bardzo solidnym aktorstwem i kilkoma naprawdę mocnymi momentami, ale nie jest to dzieło wybitne ani obowiązkowe dla każdego fana kina indyjskiego. Jeśli lubicie Ishana Khattera, zdecydowanie warto. Jeśli nie macie z obsadą żadnego emocjonalnego związku, wiele nie stracicie, jak go nie obejrzycie.

Cieszę się, że film był pokazywany na Cannes Film Festival, bo każde takie wyróżnienie jest ważne dla kina indyjskiego. Niemniej, widziałam już lepsze niekomercyjne produkcje z tego kraju.


Oglądaliście Homebound? Jakie są Wasze wrażenia — podobne do moich czy zupełnie inne?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *