Filmy Bollywood,  Filmy Kollywood,  Filmy Mollywood,  Filmy Tollywood

Saaho (2019) – złap mnie, jeśli potrafisz

Możliwość oglądania filmów indyjskich na wielkim ekranie w polskich kinach nadal nie przestaje mnie zachwycać. Szkoda, że seanse odbywają się raczej w większych miastach i osoby z mniejszych miejscowości są poszkodowane, ale poniekąd rozumiem decyzje organizatorów. Należy jednak docenić ich starania, bowiem wydaję mi się, że od początku akcji wiele się już zmieniło i obecnie mamy okazję oglądać coraz więcej najnowszych tytułów indyjskich. Bollywood in Poland oraz Indian Movies in Poland – działajcie tak dalej! 🙂 Tym razem padło na film Saaho, który mieliśmy możliwość obejrzeć w kilku miastach w wydaniu przedpremierowym.

Ja mam to szczęście (nieskromnie pisząc), że wyprowadziłam się rok temu do Gdańska, gdzie indyjskie filmy puszczane były najpierw w Cinema City, a teraz w Heliosie. Dlatego kiedy tylko mogę korzystam z tej możliwości i w większości przypadków wybieram się na seans. Ostatnio jednak filmy te puszczane są z angielskimi napisami, co nieco odstrasza i zniechęca znaczną część polskich fanów kina indyjskiego. Tak też było z filmem Saaho, który nie dość, że puszczany był o późnej porze (pierwszy seans 21, a drugi 22:30), to jeszcze napisy były tylko angielskie.

Saaho film
Kliknij w plakat po więcej informacji o filmie

Dotychczas nie decydowałam się, aby wybrać się na taki seans, bowiem wolę obejrzeć film z napisami angielskimi w domu, gdzie w razie co, mogę zatrzymać odtwarzanie i na spokojnie zrozumieć wyświetlane napisy. W kinie niestety takiej możliwości nie ma, więc jakoś nie byłam skora do wydawania prawie 30 zł na film, który być może nie zrozumiem do końca, ze względu na szybko przemijające napisy. W przypadku Saaho było inaczej – decyzja z pójściem do kina wiązała się również z możliwością zobaczenia po raz pierwszy na wielkim ekranie nie byle jakiego aktora! Mowa tutaj oczywiście o Prabhasie, którego, jeśli jeszcze nie wiecie, jestem wielką fanką! Takiej okazji nie mogłam przegapić i stwierdziłam, że co mi tam, pójdę! Nawet nie wiecie, jakie zdziwienie mnie ogarnęło, kiedy okazało się, że na sali jestem jedyną Polką, a w połowie filmu naprawdę zrobili nam przerwę na siku! 😛

Czy żałuję swojej decyzji o wybraniu się na Saaho? Poniekąd nie, bo Prabhas na wielkim ekranie to coś, czego nie zapomnę tak samo, jak możliwość obejrzenia filmu z SRK w kinie! Jeśli macie jakiegoś ulubionego indyjskiego aktora (lub aktorkę), to jak tylko będziecie mogli, koniecznie skuście się na pójście do kina na film z nim (lub nią) w roli głównej, bowiem to zupełnie inna jakość oglądania. 🙂 Wracając jednak do Prabhasa, fajnie było się napatrzeć na jego postać w o wiele większych rozmiarach niż normalnie, jednakże jego grą aktorską jakoś nie jestem poruszona. Niestety uważam, że nie dał z siebie 100% Prabhasa i to mnie smuci. Tragicznie nie było, ale mnie czegoś brakowało. Sama nie wiem, czy to wina gry Prabhasa, czy może słabo napisanej postaci. Trzecia opcja to moje zmęczenie i momentami nie nadążanie za napisami. 😀

Prabhas

Dla tych, którzy pewnie chcą wiedzieć, czy film mi się podobał, odpowiem, że średnio. Były momenty, gdzie fabuła mnie wciągała, ale były też takie chwile, kiedy myślałam sobie, że to wszystko jest jakieś słabe i twórcy popłynęli z pomysłem. Wizja przyszłości i miasta Waaji dosyć ciekawa (choć nie jestem do końca pewna, czy to nie było też osobne państewko), jednakże nie wyróżniała się ona niczym więcej niż pięknymi i wysokimi budynkami oraz nieco bardziej rozwiniętą technologią (np. u policji). Najsłabszym ogniwem była jednak przewidywalność akcji, bowiem, kiedy wszystkie postacie zostały już wprowadzone, a my zapoznaliśmy się z sytuacją, łatwo było mi powoli domyślać się zakończenia. A szkoda, bo wybierając się na Saaho, naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać, a także nie miałam żadnych oczekiwań. Niestety ani mnie ten tytuł jakoś szczególnie nie powalił na kolana, ani nie zawiódł. Określiłabym go jako taki średniak, gdyż widziałam już lepsze produkcje z Prabhasem (np. Darling, Varsham, Pournami, czy chociażby Baahubali).

Postać Shraddhy Kapoor, czyli Amritha Nair, to kolejny słaby punkt programu. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, aby jej bohaterka jakoś szczególnie odznaczała się na tle innych. Przyzwyczaiłam się już, że kobiece role, w większości obejrzanych przeze mnie filmów telugu, to tylko piękny dodatek do całości i niestety tak też było w przypadku Shraddhy. Amritha Nair przez większość czasu była nadętą policjantką, która chyba nie znała innej miny oprócz grymasu. Zgrywała się na dojrzałą i ogarniętą osobę, by zaraz potem pozwolić sobie na chwilę zapomnienia i kilkoma shotami w barze zepsuć misję, której autorem był bohater Prabhasa. Niby twardzielka z tej Amrithy, ale tak naprawdę pod grubą warstwą skóry, skrywała się głupiutka trzpiotka, której w głowie tylko miłostki… Oryginalne, nie ma co. Uważam też, że wątek romantyczny został wciśnięty tak bardzo na siłę, że już bardziej się nie dało. Ale na pytanie, czy obyłoby się bez niego, póki co nie znam odpowiedzi. 😛

Shraddha Kapoor Saaho

Piosenki, a raczej przerywniki akcji, nawet ładne, ale jak dla mnie za mocno czuć w nim europejskie trendy. Wpadają w ucho po kilkukrotnym przesłuchaniu, ale za mało w nich Indii, jak i w całym filmie. Saaho to produkcja, którą stworzyć mógł każdy inny kraj, który miałby wystarczająco środków na efekty specjalne i komputerowe. Bo to trzeba twórcom przyznać, władowali w ten film naprawdę dużo pieniędzy i widać to w szczególności w wizualizacji Waaji City (zachowam oryginalną pisownię dla pewności), pojazdach Saaho oraz używanej przez wszystkich bohaterów technologii. Chodzi mi o to, że efekty specjalne nie biją po oczach sztucznością, jak np. struś w Padmaavat, czy niektóre sceny w Baahubali.

Czy kiedyś obejrzę Saaho po raz drugi? Raczej nie, bo myślę o nim, jak o filmie na jeden seans. Obejrzałam, zapoznałam się z produkcją i więcej mi nie potrzeba. Teraz tylko słucham sobie piosenek, bo tak, jak pisałam, wpadają w ucho i pewnie za jakiś czas zapomnę o tym filmie. Nie odradzam, ale też jakoś szczególnie nie polecam. Jednakże jak zawsze pamiętajcie, że warto obejrzeć film, o którym piszę i wyrobić sobie własne zdanie, bo może Wam bardziej Saaho przypadnie do gustu. 🙂

Wybieracie się do kina na Saaho? A może już byliście w kinie?
Jeśli tak, koniecznie dajcie znać, jaka jest Wasza opinia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *