Filmy Bollywood

Dhurandhar (2025) – historia pisana w cieniu

Na Dhurandhar czekałam z dużą ciekawością. Od premiery kinowej widziałam w mediach społecznościowych mnóstwo zachwytów nad grą Ranveera, nad historią i ogólnie nad wszystkim. Sama jednak nie wczytywałam się ani w fabułę, ani nie obejrzałam 4-minutowego zwiastuna.  Nie wiedziałam nawet dokładnie, kto gra w tym filmie z wyjątkiem Ranveera Singha, Akshaye Khanna i Arjuna Rampala. Chciałam usiąść do seansu z czystą głową, by jeszcze bardziej się zaskoczyć się lub po prostu zawieźć z mniejszym bólem. Kiedy wreszcie Dhurandhar pojawił się na Netflixie, byłam podekscytowana, bo chciałam przekonać się, czy rzeczywiście jest to film tak dobry, jak twierdzi większość widzów, i czy zrozumiem jego fenomen. Już pierwsze sceny jasno pokazały, że to nie będzie lekki seans…


Dhurandhar (2025) - IMDb
Kliknij plakat po więcej informacji o filmie

Fabuła Dhurandhar

Dhurandhar opowiada historię Hamzy, młodego mężczyzny z Pendżabu, który zostaje wciągnięty w tajną operację indyjskiego wywiadu. Jego zadaniem jest infiltracja niebezpiecznej siatki terrorystycznej działającej poza granicami kraju i zdobycie informacji, które mogą zapobiec kolejnym atakom. Działając pod przykrywką, Hamza musi nie tylko zdobyć zaufanie przestępczego środowiska, ale też zmierzyć się z własną przeszłością i konsekwencjami podejmowanych decyzji.

Realizm, który momentami przekracza granicę

Nie będę ukrywać, że film wciągnął mnie od początku. Nie miałam wrażenia, że muszę czekać, aż „coś się zacznie”, bo akcja, choć spokojna, zaczyna się naprawdę szybko. Już w pierwszych minutach dostajemy bardzo mocną, naturalistyczną scenę przemocy i od razu wiadomo, że Dhurandhar nie będzie rozrywkowym thrillerem w stylu widowiskowego Spy Universe.

Mimo że oglądałam film na raty, już po pierwszej części wiedziałam, że mam do czynienia z naprawdę dobrze zrealizowanym kinem. Druga połowa tylko mnie w tym utwierdziła, choć przy jednej ze scen zwyczajnie nie dawałam rady. Twórcy pokazali brutalność w sposób bardzo dosłowny i bez żadnego łagodzenia. Momentami aż za bardzo. Kilka razy odruchowo zasłaniałam oczy, bo nie byłam w stanie patrzeć na to, co działo się na ekranie.

Zaczęłam się wtedy zastanawiać, czy aż tak szczegółowe pokazywanie tortur i przemocy było konieczne. Rozumiem, że twórcy chcieli podkreślić wagę sytuacji i oddać brutalność świata, o którym opowiadają, ale dla mnie granica została momentami przekroczona. To nie jest film dla wrażliwego widza i warto mieć tego świadomość.

Konsekwencja ponad wszystko

Pod względem konstrukcji Dhurandhar jest filmem przemyślanym i konsekwentnym. Nie miałam poczucia chaosu ani tego, że coś dzieje się bez powodu. Wszystko wynikało z wcześniejszych decyzji bohaterów i miało swoje konsekwencje. I bardzo doceniam to, że mimo brutalnych scen film nie zamienia przemocy w coś efektownego czy „atrakcyjnego”. To nie jest kolejne Animal. Tutaj przemoc nie ma błyszczeć – ma boleć i niestety mnie bardzo bolała…

Jednocześnie trzy i pół godziny to naprawdę dużo, szczególnie przy tak ciężkim tonie. Miałam momentami wrażenie, że niektóre sceny są przeciągnięte i spokojnie można by je skrócić. Film wcale nie musiałby tracić na emocjach, a być może nawet zyskałby na intensywności. Co ciekawe, mimo długości seans wcale mi się nie dłużył.

Polityczny wydźwięk, który budzi wątpliwości

Im dłużej myślałam o filmie po seansie, tym mocniej czułam, że jest jednostronny politycznie. Już podczas oglądania miałam wrażenie, że Pakistan pokazany jest wyłącznie jako „ten zły”. Mocno wybrzmiewa tutaj obraz Pakistańczyków jako zimnych, bezwzględnych terrorystów, którzy nie mają żadnej innej motywacji poza chęcią krzywdzenia Indusów.

I wiem, że film odwołuje się do prawdziwych wydarzeń — takich jak atak na parlament Indii czy zamachy w Mumbaju w 2008 roku. Te tragedie są częścią współczesnej historii i trudno się dziwić, że kino do nich wraca. Właśnie dlatego sposób, w jaki pokazano konflikt, ma tutaj większe znaczenie. Skoro film odwołuje się do prawdziwych tragedii, trudno traktować go wyłącznie jako gatunkową fikcję. Ten podział na „dobrych” i „złych” zaczyna wtedy brzmieć bardziej jak konkretne stanowisko niż tylko element thrillera.

Rozumiem konwencję thrillera i potrzebę wyraźnego antagonisty, ale przy tak realistycznym przedstawieniu przemocy ten sposób narracji zaczyna ważyć więcej. Nie przekonuje mnie tak uproszczone spojrzenie na skomplikowaną rzeczywistość polityczną. I to jest element, który zostawia mnie z pewnym dyskomfortem.

Ranveer Singh w najlepszej formie

Jeśli miałabym wskazać największy atut Dhurandhar, bez wahania powiedziałabym: Ranveer Singh. To jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza rola w jego karierze. To zupełnie inny Ranveer niż w komediowych, przerysowanych rolach. Jego bohater jest opanowany, skupiony, oszczędny w ekspresji i gra przede wszystkim spojrzeniem. W jego oczach widać napięcie i ciężar odpowiedzialności. To zupełnie inny typ bohatera niż role, z których często jest kojarzony. Cieszę się, że wreszcie zobaczyłam go w roli, w której ponownie pokazał nam, na co go stać aktorsko (nie wspominając już, jak cudownie wyglądał w tych długich włosach 🧡). Uwierzyłam mu jako strategowi. Miałam poczucie, że dokładnie wie, co robi. A moment, w którym jego bohater coś przeoczył i konsekwencje okazały się dramatyczne, czułam ten ból razem z nim.

Jeśli chodzi o Akshaye Khanna – wiem, że wiele osób się nim zachwyca. Dla mnie zagrał dobrze, wyglądał świetnie w tej charakteryzacji, ale nie był to dla mnie przełom. On ma bardzo charakterystyczny wyraz twarzy i często gra podobnym minimalizmem. Tu również był konsekwentny, ale nie zaskoczył mnie tak bardzo, jak wielu innych widzów.

Arjun Rampal miał tu taką charakteryzację, że szczerze, jeśli się dokładnie nie wie, że on tam gra, to można go przeoczyć. Nie wykazał się niczym szczególnym w swojej grze. Podobnie R. Madhavan — just okay. Za to Sanjay Dutt! No on tutaj pokazał zdecydowanie więcej pazura. Świetną miał rolę i widać, że wczuł się w nią porządnie. Nie mogę też zapomnieć o Sarze Arjun, która bardzo spodobała mi się w swojej roli (sprawdziłam jej filmografię i okazuje się, że nawet oglądałam z nią już kilka filmów, ale w ogóle jej nie pamiętam…).

Klimat budowany dźwiękiem

Muzyka w Dhurandhar zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zasłuchuję się w niej od premiery, a właściwie jeszcze od momentu, kiedy pojawiły się pierwsze utwory promujące film. To jedna z tych ścieżek dźwiękowych, które żyją własnym życiem poza ekranem. Podczas seansu nie dominuje obrazu, nie próbuje sterować emocjami na siłę, ale subtelnie je wzmacnia. A kiedy zna się już kontekst scen, do których powstała, wybrzmiewa jeszcze mocniej. Jestem pewna, że będę do niej wracać jeszcze długo.

Podsumowanie

Dhurandhar

Dhurandhar to film, który zrobił na mnie duże wrażenie i jednocześnie zostawił mnie z pewnym niepokojem. To bardzo dobrze zrealizowany thriller z jedną z najlepszych ról w karierze Ranveera Singha. Historia jest przemyślana, logiczna i konsekwentnie poprowadzona, a ciężar emocjonalny naprawdę czuć. Nie jest to puste kino akcji ani produkcja nastawiona wyłącznie na efektowność. Jednocześnie to film brutalny i momentami dla mnie zbyt dosłowny. Realizm przemocy bywa przytłaczający, a polityczny wydźwięk – jednostronny.

Nie żałuję jednak seansu. Cieszę się, że zobaczyłam ten film i że mogłam wyrobić sobie własne zdanie, zamiast opierać się wyłącznie na internetowych zachwytach. To mocne, dobrze zrobione kino, ale nie dla każdego. Czekam na drugą część!


A Wy jak odebraliście Dhurandhar? Zachwycił Was bez zastrzeżeń czy też zostawił z mieszanymi uczuciami?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *