Mere Yaar Ki Shaadi Hai
Filmy Bollywood

Mere Yaar Ki Shaadi Hai (2002) – między przyjaźnią a czymś więcej

Włączyłam Mere Yaar Ki Shaadi Hai bez większych oczekiwań – a może jednak z pewnymi oczekiwaniami. Miałam po prostu ochotę na pełnoprawny film Bollywood z początku lat 2000. Taki, który ma w sobie wszystko to, co każdy fan tego kina od razu rozpoznaje: specyficzną estetykę, sposób prowadzenia historii, charakterystyczne piosenki i tę dobrze znaną przesadę. Jeśli oglądaliście produkcje z tamtych lat, dokładnie wiecie, o co mi chodzi. Nie spodziewałam się niczego wybitnego, chociaż ocena na Filmwebie (około 7/10) na chwilę kazała mi się zatrzymać i zastanowić, czy może jednak się mylę. Wiedziałam też, że to remake My Best Friend’s Wedding, więc mniej więcej orientowałam się, czego mogę się spodziewać. No i właśnie – „mniej więcej”, bo Bollywood lubi traktować inspiracje bardzo swobodnie. Tutaj nie jest inaczej.


Mere Yaar Ki Shaadi Hai (2002)
Kliknij plakat po więcej informacji o filmie

Fabuła Mere Yaar Ki Shaadi Hai

Sanjay (Uday Chopra) i Anjali (Tulip Joshi) znali się od dzieciństwa. Trudno powiedzieć, dlaczego na poważnie nigdy między nimi nie zaiskrzyło, a przyjaciele nie zdecydowali się na stały związek. Teraz obydwoje są już dorośli, a Anjali wychodzi za mąż, jednak wybrańcem jej serca jest ktoś zupełnie inny, jest nim mężczyzna o imieniu Rohit (Jimmy Shergill). Zaproszony na ślub Sanjay dopiero wtedy uświadamia sobie, co stracił. Postanawia za wszelką cenę odwrócić wydarzenia. Przybywa na ślub i to bynajmniej nie w charakterze zwykłego gościa. [filmweb.pl]

Potencjał, który się rozmywa

Punkt wyjścia był naprawdę obiecujący. Znając oryginał, można było nastawić się na konkretną dynamikę i emocje między bohaterami. Problem w tym, że film bardzo szybko zaczyna iść w swoją stronę i nie zawsze jest to dobry kierunek.

Na początku było całkiem ciekawie. Czułam, że historia ma jakiś fundament i zmierza w określoną stronę. Niestety, z każdą kolejną minutą wszystko coraz bardziej się rozjeżdża. Twórcy dorzucają nowe wątki, postaci i sceny, które sprawiają wrażenie przypadkowych. Momentami miałam poczucie, że oglądam zbiór pomysłów wrzuconych do jednego filmu, a ktoś na końcu próbował to jeszcze poskładać w całość.

Do tego dochodzi obowiązkowa duża indyjska rodzina, która – zamiast coś wnieść – tylko potęguje chaos. Z lekkiej historii romantycznej robi się przeładowana opowieść, która gubi swój rytm. Miałam wrażenie, że film sam nie wie, dokąd zmierza i co właściwie chce opowiedzieć – przynajmniej do momentu zbliżania się do finału.

Nostalgia, która nie ratuje wszystkiego

Największą wartością tego filmu jest dla mnie jego klimat. Ten charakterystyczny vibe początku lat 2000 – sposób kręcenia scen, styl ubioru, muzyka, dynamika relacji. To wszystko działa i faktycznie pozwala wrócić do tamtych lat. I szczerze? Trochę właśnie tego szukałam.

Dlatego, mimo że wynudziłam się na tym filmie naprawdę mocno, miałam jednocześnie poczucie: okej, dokładnie tego się spodziewałam. To nie jest produkcja, która mnie rozczarowała – ona po prostu dostarczyła to, co zapowiadała. Problem w tym, że to „coś” jest zwyczajnie nudne.

Dużo nazwisk, mało emocji

Obsada na papierze wygląda bardzo dobrze i teoretycznie powinna udźwignąć cały film, ale w praktyce kompletnie się to nie wydarzyło. Uday Chopra wyraźnie się stara i przez cały seans miałam wrażenie, że próbuje udowodnić, że potrafi grać i nie jest tylko „nepobaby” i faktycznie nie wypada źle, ale jednocześnie nie wnosi nic, co zapadłoby w pamięć. Bipasha Basu to z kolei jedna z tych ról, gdzie obecność konkretnej aktorki nie robi żadnej różnicy – równie dobrze mogłaby ją zastąpić ktoś inny i film nic by na tym nie stracił, a może nawet zyskał, bo widziałam ją w dużo lepszych występach. Najlepiej z głównej trójki wypada Jimmy Shergill – naturalny, swobodny, po prostu dobrze się go ogląda i jako jedyny daje wrażenie, że naprawdę „jest” w tej historii.

Największy problem mam natomiast z Tulip Joshi, czyli filmową Anjali – kompletnie nie potrafiłam się do niej przekonać, jej gra wydawała mi się sztywna, wyuczona i pozbawiona lekkości, choć widać, że się starała. Paradoksalnie więcej energii i charyzmy ma Shilpa Shetty w krótkim, gościnnym występie w jednej z piosenek – i to właśnie ten moment zapada w pamięć najbardziej (tak, Sharara dalej siedzi w głowie). Jeśli chodzi o drugi plan, dostajemy klasyczny zestaw: matki, ojcowie, ciotki i wujkowie.

Indie czy Europa?

Ciekawym elementem, który trochę mnie wybijał z seansu, były lokacje. Film momentami wygląda tak, jakby był kręcony w Szwajcarii – i to nie tylko w scenach piosenek – albo w miejscu w Indiach, które do złudzenia przypomina Europę.

Sceny jazdy samochodem (zwłaszcza tym charakterystycznym „garbusem”) mają bardzo europejski klimat: góry, ścieżki rowerowe, spacerujące pary. Wygląda to zupełnie inaczej niż typowe indyjskie plenery. Nie znalazłam konkretnej informacji, gdzie dokładnie realizowano te ujęcia – jeśli ktoś wie, chętnie się dowiem.

Niewykorzystany potencjał muzyczny

Mere Yaar Ki Shaadi Hai

Jak na Bollywood z początku lat 2000, muzyka powinna być jednym z mocniejszych punktów filmu. Tutaj niestety kompletnie tego nie czułam. Poza jednym wyjątkiem – wcześniej wspomniana przeze mnie Sharara, która faktycznie wpada w ucho i ma w sobie tę energię, którą powinny mieć takie utwory. Reszta ścieżki dźwiękowej jest po prostu nijaka. A to już jest duży problem, bo w tego typu filmach muzyka często potrafi „uratować” odbiór całości. OST jest słabiutki i zdecydowanie nie jest w stanie wyciągnąć tego filmu wyżej.

Podsumowanie

Mere Yaar Ki Shaadi Hai to film, który można obejrzeć z ciekawości albo dla klimatu początku lat 2000. Ale nie ma co się nastawiać na coś więcej. To jeden z tych przypadków, gdzie mamy znane nazwiska, ciekawy punkt wyjścia i potencjał – a mimo to wszystko rozjeżdża się na poziomie scenariusza i prowadzenia historii.

Ja się na nim wynudziłam. Ale jednocześnie… dokładnie tego się spodziewałam, kiedy go włączałam. Dlatego nie mam do niego pretensji. On jest po prostu taki, jaki miał być.


Oglądaliście Mere Yaar Ki Shaadi Hai? Co sądzicie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *