Indie. Od Bollywood do Tadź Mahal – Indie w pigułce
Jak opowiedzieć o Indiach w jednej książce? O kraju tak ogromnym i różnorodnym, że właściwie każde zdanie zaczynające się od słów „W Indiach…” aż prosi się o dopowiedzenie: „ale gdzie dokładnie?”. Cristina Kiran Piotti podjęła się więc zadania dość trudnego. Musiała wybrać z historii, religii, tradycji, kuchni, języków, codziennego życia czy kina to, co najważniejsze i zamknąć wszystko w nieco ponad dwustu, bogato ilustrowanych stronach.
I właśnie patrząc na to, ile podstawowej wiedzy udało się tutaj zebrać w tak przystępnej formie, pomyślałam, że bardzo chciałabym dostać taką książkę dwadzieścia lat temu. Kiedy dopiero zaczynałam poznawać kulturę Indii i oglądałam swoje pierwsze filmy Bollywood, podobne kompendium byłoby dla mnie prawdziwą kopalnią wiedzy. Dziś wiele zawartych w nim informacji już znam, ale mimo to znalazło się kilka takich, które mnie zaskoczyły albo pozwoliły uporządkować to, czego przez lata dowiadywałam się z różnych źródeł.

Indie w pigułce
Mój mąż nazwał tę książkę „mini repetytorium do matury” i właściwie trudno mi znaleźć lepsze określenie. To naprawdę mocno skompresowana wiedza o Indiach: historia, religie, święta, rodzina, jedzenie, stroje, miasta, kino, języki, zwyczaje i mnóstwo mniejszych ciekawostek.
Najważniejsze jest jednak to, że książka Indie. Od Bollywood do Tadź Mahal nie próbuje udawać wyczerpującego przewodnika. Ma przede wszystkim dać podstawy i pokazać młodemu czytelnikowi, jak wiele kryje się za najbardziej oczywistymi skojarzeniami z Indiami. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie wrzuca całych Indii do jednego worka. Przy wielu tematach jasno zaznacza, że dany zwyczaj, święto czy strój jest charakterystyczny dla konkretnego regionu, a nie dla całego kraju. To niby drobiazg, ale przy Indiach bardzo ważny, bo łatwo stworzyć sobie obraz, że wszędzie wszystko wygląda tak samo.
Podobały mi się też bardziej praktyczne dodatki. Na przykład przepis na czaj, sposób przygotowania masła klarowanego, wskazówki dotyczące targowania się czy instrukcja zakładania sari. Moją uwagę szczególnie przyciągnęła rozkładówka o rodzinie, na której pokazano różne określenia jej członków. Niby słowa dada czy nana słyszałam w filmach wiele razy, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że pierwsze oznacza dziadka ze strony ojca, a drugie – ze strony matki. To właśnie takie drobiazgi sprawiały mi podczas lektury najwięcej frajdy.

Książka, którą się czyta i ogląda
Ogromną rolę odgrywa tutaj forma książki Indie. Od Bollywood do Tadź Mahal. Ilustracje Caroli Zerbone wypełniają większość stron i właściwie trudno traktować je tylko jako dodatek do tekstu. To one często prowadzą wzrok po rozkładówce, pokazują stroje, gesty, miejsca czy zwyczaje, a krótkie informacje zostały wkomponowane pomiędzy nie.
Mnie ten styl kupił od razu. Książka przypomina trochę bogato ilustrowany notatnik: jest kolorowa, ale nie przesadzona, kreska jest prosta, a całość bardzo spójna. Nie ma tutaj sztucznego „ozłacania” Indii ani budowania ich wyłącznie przez przepych. Za to poszczególne strony są tak dopracowane, że naprawdę można długo im się przyglądać. Moje graficzne oko było bardzo zachwycone podczas czytania.
Taka forma ma jeszcze jedną zaletę – książki Indie. Od Bollywood do Tadź Mahal wcale nie trzeba czytać od deski do deski. Można otworzyć ją na dowolnej stronie, spędzić z nią kilkanaście minut, dowiedzieć się czegoś nowego i wrócić następnego dnia. W przypadku książki skierowanej przede wszystkim do dzieci i młodzieży wydaje mi się to bardzo dobrym rozwiązaniem.

Niedosyt skrótowy
Momentami przeszkadzał mi sposób, w jaki rozłożono tekst na poszczególnych stronach. Nie zawsze było dla mnie oczywiste, od którego fragmentu zacząć i w jakiej kolejności czytać dalej. Czasami najpierw trafiałam na pojedynczą ciekawostkę, a dopiero później na tekst, który właściwie powinien wprowadzać w cały temat. Podobny niedosyt miałam apropo wyboru informacji. Oczywiście przy tak ograniczonej liczbie stron, zdaję sobie sprawę, że wszystkiego zmieścić się nie da. Niemniej w kilku miejscach zastanawiałam się, czy zamiast jednej ciekawostki nie warto było trochę szerzej opowiedzieć o czymś ważniejszym.
Najbardziej odczułam to oczywiście przy rozdziale dotyczącym Bollywood. Bardzo podoba mi się, że już na początku zaznaczono coś, o czym nadal wiele osób zapomina: Bollywood nie jest całą kinematografią Indii, a filmy powstają tam także w wielu innych językach. To ważny punkt wyjścia. Dalej jednak sama wybrałabym część informacji inaczej. Ciekawostka o najdłuższym pocałunku w historii kina indyjskiego wydaje mi się mniej istotna niż wiele tematów, które mogłyby znaleźć się w jej miejscu. Podobnie z Mirą Nair, którą przedstawiono głównie w kontekście Pretendenta do ręki, mimo że jej filmowy dorobek daje znacznie ciekawsze możliwości.

Drobiazgi, które zwróciły moją uwagę
Nie przekonuje mnie też zastosowana polska transkrypcja wielu indyjskich słów. Jestem znacznie bardziej przyzwyczajona do zapisu spotykanego w materiałach anglojęzycznych, dlatego formy wykorzystujące polskie „ć”, „dź” czy „ś”, momentami utrudniały mi czytanie. Jednocześnie rozumiem, skąd taka decyzja. Transkrypcja ma przede wszystkim podpowiadać polskiemu odbiorcy, jak dane słowo mniej więcej wymówić, co w książce przeznaczonej dla młodszych czytelników ma sporo sensu. To jednak bardziej kwestia mojego przyzwyczajenia niż realny zarzut.
Większy problem miałam z rozdziałem „Krótko o historii”, a konkretnie z kolejnością przedstawionych wydarzeń. Skoro zostały one ułożone w formie przypominającej oś czasu i opatrzone konkretnymi datami, automatycznie spodziewałam się chronologii. Nie wiem, czy był to celowy zabieg, ale w tym przypadku zdecydowanie wolałabym prosty, chronologiczny układ.
Chciałabym taką książkę dostać dwadzieścia lat temu
To chyba najlepiej podsumowuje moje odczucia po lekturze Indie. Od Bollywood do Tadź Mahal. Gdybym dostała taką książkę dwadzieścia lat temu, kiedy dopiero zaczynałam swoją przygodę z Bollywood i Indiami, na pewno często bym do niej zaglądała. Mogłabym sprawdzać słowa zasłyszane w filmach, lepiej rozumieć niektóre zwyczaje i przy okazji dowiadywać się coraz więcej o Indiach.
Dzisiaj moja perspektywa jest oczywiście inna. Wiele informacji było mi już znanych, przy niektórych chciałabym dostać trochę więcej, ale książka i tak kilka razy mnie zaskoczyła i pozwoliła uporządkować wiedzę zbieraną przez lata. I wiem też, że będę do niej wracać z moim synkiem. Już trochę wspólnie ją oglądaliśmy i czytaliśmy i bardzo mu się podobało, więc im będzie starszy, tym chętniej będę pokazywać mu kolejne rozdziały. To naprawdę fajny sposób, żeby w przyjaznej, kolorowej i przystępnej formie oswajać dziecko z Indiami i ich kulturą.
Dlatego poleciłabym tę książkę przede wszystkim rodzicom dzieci i nastolatków, którzy chcieliby przybliżyć im Indie. Ale też dorosłym, którzy sami dopiero zaczynają interesować się tym krajem. Nie daje odpowiedzi na wszystko, ale daje bardzo dobry punkt wyjścia. I chyba właśnie tego od takiej książki oczekiwałabym najbardziej.

Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa Nasza Księgarnia.
