dhurandhar the revenge
Filmy Bollywood

Dhurandhar: The Revenge (2026) – w cieniu pierwszej części

Na drugą część Dhurandhar czekałam już z zupełnie innym nastawieniem niż na pierwszą. Tam podeszłam do seansu bez żadnych oczekiwań i to chyba w dużej mierze zadecydowało o tym, jak bardzo mnie ten film wciągnął. Tutaj było odwrotnie – wiedziałam, czego mniej więcej się spodziewać i miałam nadzieję, że twórcy pójdą jeszcze dalej albo przynajmniej utrzymają poziom. I to chyba był mój największy błąd.


Dhurandhar: The Revenge
Kliknij plakat po więcej informacji o filmie

Fabuła Dhurandhar: The Revenge

Hamza Ali Mazari, (jego prawdziwa tożsamość to Jaskirat Singh Rangi), kontynuuje swoją tajną operację w świecie przestępczym Pakistanu. Ścigany przez rywalizujące gangi, skorumpowanych urzędników i bezwzględnych przeciwników, coraz mocniej wchodzi w grę, w której granica między misją dla kraju a osobistą walką zaczyna się zacierać.

Inny punkt ciężkości

Kontynuacja skupia się dużo bardziej na samym Hamzie. Dość szybko dostajemy odpowiedzi na pytania, które wcześniej były celowo odkładane w czasie – kim jest, co nim kieruje i skąd wzięły się jego decyzje. I to jest zmiana, która ma dwie strony.

Z jednej – historia staje się bardziej klarowna. Lepiej rozumiemy bohatera, jego przeszłość i to, dlaczego działa tak, a nie inaczej. Z drugiej – znika element niepewności, który w pierwszej części budował napięcie praktycznie od początku do końca. Tam miałam poczucie, że cały czas czegoś jeszcze nie wiem. Tutaj bardzo szybko zostajemy „wpuszczeni” do środka tej historii i później trudno już zbudować podobne emocje.

Więcej wątków, mniej spójności

dhurandhar the revenge ranveer singh

To nadal nie jest prosta opowieść i momentami trzeba się skupić, żeby połapać się, kto jest kim i jaką rolę odgrywa. Widać, że twórcy byli tego świadomi, bo pojawiają się ułatwienia – przypomnienia postaci z pierwszej części czy odniesienia do wcześniejszych wydarzeń. I to faktycznie pomaga. Ale mimo tego miałam momenty, w których czułam lekkie zagubienie. Nie dlatego, że film jest niezrozumiały, tylko dlatego, że nie wszystko wybrzmiewa tak, jak powinno. I to jest coś, co pojawia się też w wielu opiniach – że druga część jest bardziej rozbudowana, ale przez to mniej spójna. W pierwszej miałam poczucie, że wszystko prowadzi w jednym, bardzo konkretnym kierunku. Tutaj ten kierunek momentami się rozmywa.

Rozmach kosztem historii

Jedna rzecz bardzo rzuca się w oczy – film jest zdecydowanie bardziej nastawiony na efekt. Szczególnie w momentach, kiedy Hamza osiąga swoją pozycję, dostajemy długie sekwencje budujące jego wizerunek. Wizualnie to działa i w kinie robi wrażenie, ale jednocześnie miałam poczucie, że nie zawsze idzie za tym rozwój fabuły. I to jest dokładnie to, co czytałam też w jednej z recenzji i totalnie się z tym zgadzam – ten film jest głośniejszy, bardziej agresywny, ma „wszystkiego więcej”… ale jednocześnie jest pustszy.

Brak wyraźnego przeciwnika

W pierwszej części bardzo dobrze działał antagonista i to, jak był poprowadzony konflikt. Tutaj tego elementu wyraźnie mi zabrakło. Nie wierzę, że to piszę, ale autentycznie tęskniłam za Akshaye Khanna. 😀 W drugiej części rola przeciwnika nie jest tak jednoznaczna. Skacze z kwiatka na kwiatek i przez to nie ma tego napięcia, które buduje konflikt. Brakuje jednej konkretnej siły, która naprawdę stoi naprzeciw Hamzy. To bardzo widać i sprawia, że całość traci trochę ciężar.

Brutalność i przesyt

Film nie odpuszcza, jeśli chodzi o dosłowność. Przemoc jest pokazana bardzo bezpośrednio i momentami naprawdę trudno się na to patrzy. Tylko że przez to, jak często się pojawia i jak bardzo jest podkręcona, w pewnym momencie przestała na mnie robić aż takie wrażenie. Zamiast napięcia pojawiało się przyzwyczajenie. Druga część próbuje być bardziej intensywna pod każdym względem, ale przez to traci balans, który był w pierwszym filmie.

Aktorsko bez zmian

Arjun Rampal Dhurandhar

Jeśli coś się tutaj nie zmieniło, to poziom aktorski. Ranveer Singh dalej jest absolutnie świetny. To jest rola, w której on siedzi w pełni – gra oszczędnie, ale bardzo świadomie i to nadal działa. W jego spojrzeniu wciąż jest napięcie, które trzyma tę postać w ryzach, nawet kiedy scenariusz momentami się rozjeżdża.

Dużo więcej czasu ekranowego dostaje Arjun Rampal i wychodzi mu to na dobre. W tej części w końcu ma przestrzeń, żeby pokazać coś więcej i wypada zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Na plus też R. Madhavan – tutaj w końcu może pokazać więcej ze swojej gry i dobrze to wykorzystuje.

Za to duży niedosyt mam przy Sarze Arjun. Liczyłam, że jej wątek zostanie rozwinięty, a została sprowadzona praktycznie do tła. Pojawia się rzadko i niewiele z tego wynika. Ale za to, jaką robotę zrobił Rakesh Bedi w roli Jameela Jamali. Na koniec stał się moją ulubioną postacią.

Muzyka, która nadal trzyma poziom

Jest jeszcze coś, co w tej części w ogóle mnie nie zawiodło – muzyka. Mam wrażenie, że trzyma bardzo podobny poziom jak w pierwszej części. Dalej świetnie buduje klimat i potrafi „dociągnąć” sceny, które same w sobie nie zawsze wybrzmiewają tak mocno, jak powinny.

W kinie robiło to jeszcze większe wrażenie, bo dźwięk naprawdę był odczuwalny. I co ważne – ta muzyka działa też poza filmem. Od seansu regularnie do niej wracam i łapię się na tym, że słucha mi się jej nawet lepiej niż niektórych fragmentów samego filmu.

Podsumowanie

Dhurandhar: The Revenge to film, który rozwija historię Hamzy, ale jednocześnie gubi to, co w pierwszej części działało najmocniej. Druga część jest bardziej dosłowna, efektowna i rozbudowana, ale przez to mniej zaangażowała mnie emocjonalnie. Nawet długość, która wcześniej mi nie przeszkadzała, tutaj zaczyna ciążyć (film trwa prawie 4 godziny!). Momentami tempo zwalniało i czuć, że ten film spokojnie mógłby być krótszy. Nie żałuję seansu, ale nie wyszłam z kina z tym samym poczuciem co po seansie pierwszej części.


Oglądaliście Dhurandhar: The Revenge? Mieliście okazję obejrzeć go w kinie? Jak się Wam podobał?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *